[Edytorskie tłumaczenie artykułu "Man-Made Global Warming is a Hoax!", autor: James Baxley MA, opublikowanego na portalu "Medium" w dniu 5 września 2018. Ilustracje pochodzą z artykułu oraz - te zaznaczone, wraz z komentarzem, od autora blogu].
Nie ma czegoś takiego, jak spowodowane przez człowieka globalne ocieplenie, wywołana zmiana klimatu. To znaczy, jakkolwiek się to dzisiaj nazywa, fakt jakoby człowiek był przyczyną zmian klimatycznych, nie istnieje. Nie istnieje, przynajmniej nie w taki sposób, w jaki alarmiści zajmujący się zmianami klimatycznymi chcieliby, abyśmy w to wierzyli.
Nie przeczę, że globalne ocieplenie jest prawdziwe. Klimat Ziemi zmienia się od miliardów lat. W okresie od około 250 do 65 milionów lat temu dinozaury wędrowały po planecie. Oznaczało to w owym czasie wzrost stężenia CO2 i ponowne zwiększenie globalnych temperatur.
Potem, około 65 milionów lat temu, nastąpił nagły spadek temperatury, co spowodowało wyginięcie dinozaurów. Następne na osi czasu, 55 milionów lat temu, zapisy pokazują masowe ocieplenie o 5–8 ⁰C w ciągu zaledwie 20 000 lat. Około 35 milionów lat temu nastała epoka lodowcowa.
I zgadnij co? Nie było wtedy ludzi!
Ziemia została zbombardowana asteroidami i kometami, pola magnetyczne powoli i stale dryfują, pojawiają się rozbłyski na słońcu, trzęsienia ziemi, erupcje wulkanów i inne zjawiska w kosmosie i we wnętrzu ziemi, które wpływają na klimat ziemi, ale nadal ziemia "funkcjonuje".
Nazwijcie mnie negacjonistą zmian klimatycznych, jeśli tak wam się to podoba. Ale jedynym aspektem niezaprzeczalnych przecież zmian klimatycznych, z którym się nie zgadzam, to propagowanie idei, że ich powodem i problemem jest sam człowiek.
Człowiek jest arogancki myśląc, że ten dziki, podżegający do wojen gatunek, wędrujący po ziemi i niszczący wszystko na swojej drodze, może zniszczyć planetę. Tej narzuconej przez propagandę sytuacji nie pomagają jednostronne, w kółko powtarzane argumenty, oraz niedouczeni panikarze.
Alarmiści twierdzą, że lody na Morzu Arktycznym topnieją szybciej niż przewidywano, a lodowiec antarktyczny zmniejsza się, ale alarmiści nie wspominają, że obszar zalodzenia Morza Antarktycznego faktycznie rośnie, a nie maleje. Nie chcą też przyznać, że poziom mórz rośnie nie w tak przyspieszonym tempie, jak przewidywano.
Alarmiści lubią wskazywać palcami huragany w Zatoce Meksykańskiej i opowiadać o tym, jak agresywne stały się te burze.
Według meteorologa Dennisa Feltgena, rzecznika Narodowego Centrum Huraganów NOAA (National Hurricane Center - NHC), "od 24 października 2016 roku minie pełne 11 lat od czasu, gdy poważny huragan (kategorii 3) uderzył w Stany Zjednoczone . . . ostatnim, który to zrobił, był huragan Wilma 24 października 2005 roku" – powiedział Feltgen [był jeszcze o podobnej sile huragan Ike w 2008 roku, ale nie uczynił tak wiele szkód - mój przypis].
Jednak fakty nie powstrzymują alarmistów. Znalazłem artykuł na skeptic.com, który pięknie pokazuje, jak oni działają. Komentarz: Działają tak samo, gdy ludzi negujących pandemiczną skalę choroby Covid-19 nazywają "płaskoziemcami". Oto ich kłamliwa manipulacja w kwestii klimatu: "Negujący zmiany klimatyczne to przeciwnicy, którzy kwestionują dowody na to, że działalność człowieka, taka jak wylesianie i ludzkie zachowania, które skutkują większą ilością gazów cieplarnianych, takich jak dwutlenek węgla, powodują zmiany klimatu naszej planety, które mogą okazać się niszczycielskie i nieodwracalne".
W tej sączonej do społeczeństw ideologii nie chodzi wcale o środowisko naturalne. Propaganda ta, uzasadniająca tak zwaną politykę klimatyczną, ma służyć wielkiemu biznesowi, w celu redystrybucji światowego bogactwa - poprzez pauperyzację małych i średnich firm (których nie stać na drogie technolgie "proekologiczne") i jeszcze większą jego koncentrację w rękach nielicznych, multinarodowych koncernów.

Przyznał to otwarcie w 2010 roku dr. Ottmar Endenhofer, globalista, jeden z adwokatów teorii globalnego ocieplenia: "My (UN-IPCC) de facto redystrybuujemy światowe bogactwo, poprzez politykę klimatyczną...”. „Trzeba uwolnić się od złudzenia, że międzynarodowa polityka klimatyczna jest polityką ochrony środowiska. Nie ma to już prawie nic wspólnego z polityką ochrony środowiska..." ("We (UN-IPCC) redistribute de facto the world's wealth by climate policy ...". "One has to free oneself from the illusion that international climate policy is environmental policy. This has almost nothing to do with environmental policy anymore ..."). Koniec komentarza.
Propagandowi alarmiści ze strony skeptic.com piszą dalej: „Rdzeń zgodnego poglądu społeczności naukowej został określony przez Międzyrządowy Zespół ds. Zmian Klimatu (IPCC) w raporcie „Climate Change 2007”. Rdzeniem tego konsensusu jest między innymi to, że globalne ocieplenie się dzieje i że działalność człowieka znacząco przyczynia się do zmiany klimatu, która ma wpływ na takie rzeczy, jak intensywność huraganów i podnoszenie się poziomu mórz”.
Dwie są ich ulubione manipulacje - 1) nadal używają terminu „konsensus” w rozmowach o nauce, podczas gdy takiego powszechnego konsensusu w świecie naukowym nie ma, oraz 2) nadal zaprzeczają zmniejszającej się aktywności huraganów i wyolbrzymiają dane dotyczące wzrostu poziomu morza.
Komentarz: Dwa tygodnie temu IPCC wydał najnowszy raport, zatytułowany "Climate Change 2021", z następującym zastrzeżeniem: "Wersja zaakceptowana, z zastrzeżeniem ostatecznej edycji. Nie cytować ani nie rozpowszechniać". Jaki jest więc cel publikacji - czy nie propagandowy, polityczny, skoro jeszcze nie naukowy? Wskazuje na to pierwsza część tej publikacji, adresowana do polityków, zapewne tych, którzy mają największy wpływ na losy świata: "Podsumowanie dla Decydentów Politycznych" (Summary for Policymakers), której - o dziwo, powyższe zastrzeżenie nie dotyczy.
W związku z tym ograniczę się tylko do tej części publikacji, mającej wpłynąć na światowych polityków, zanim materiał zostanie zweryfikowany przez naukę. Pierwsza, zawarta tam ilustracja to krzywa zmian temperatury na powierzchni ziemi w ostatnich dwóch tysiacach lat, uznanych za najcieplejszy okres na ziemi w ostatnich stu tysiącach lat. Krzywa ta gwałtownie się wznosi w ostatnich 50 latach, jakoby całkowicie wskutek działalności człowieka - do wartości około 1,2 ⁰C przyrostu średniej temperatury w tym okresie.

Zauważmy jednak (powyższy wykres:
Climate Energy Institute), że gdy weźmiemy pod uwagę historię klimatu na ziemi w ostatnich 5 milionach lat, to znaczne wahania temperatury na ziemi, wynoszące od - 9 ⁰C do + 1 ⁰C, są charakterystyczną cechą w okresie ostatniego miliona lat. Wahania o krótkotrwałym charakterze, rzędu kilku czy kilkunastu dekad, sięgające przyrostu 1,2 ⁰C, mogły zdarzać się wielokrotnie, nie mając istotnego żadnego znaczenia dla ogólnych, znacznie trwalszych i bardziej długofalowych tendencji klimatycznych. A dzisiaj elity światowe robią z tego tak "wielkie halo", jak z niegroźną, na tle innych znacznie bardziej śmiertelnych, chorobą zwaną Covid-19. Czy nie w tych samych celach, że obie one tworzą niebywałą okazję do narzucenia światu "Wielkiego Resetu"?
Przyjrzyjmy się drugiemu wykresowi w publikacji IPCC, zatytułowanemu "Zmiany globalnej temperatury powierzchni (średnia roczna), zaobserwowane i symulowane przy uwzględnieniu czynników ludzkich, naturalnych i tylko naturalnych (w latach 1850-2020)" (Change in global surface temperature (annual average) as observed and simulated using human & natural and only natural factors (both 1850-2020)).
Zastanawiające jest na tym wykresie gwałtowny, wielokrotny przyrost czynnika ludzkiego we wzroście temperatury na ziemi w okresie 1970-2020, przy jednoczesnym niemal zerowym wpływie czynników naturalnych. O manipulacji danymi w nauce wiele powiedziano, ale w niewielu przypadkach to udowodniono. Dokładnie jak w korupcji, która nas otacza.
Podajmy tutaj jeden przykład odważnego (bo emerytowanego?) naukowca. Podczas prezentacji na konferencji klimatycznej EIKE 2012 w Niemczech profesor Friedrich-Karl Ewert, emerytowany geolog i ekspert ds. danych z Uniwersytetu w Paderborn, powiedział, że zbadał publicznie dostępne archiwalne zapisy temperatury z 1153 stacji pogodowych na całym świecie, począwszy od 1881 roku. i znalazł dowody na „masowe” w ostatnich latach manipulacje przez Instytut Goddarda Studiów Kosmicznych (
Goddard Institute for Space Studies - GISS), będący europejskim oddziałem amerykańskiej agencji kosmicznej NASA. Zdając sobie sprawę, że stawką w "walce o klimat" jest cały przemysł "ratowników ziemi" i zainwestowane przez nich miliardy dolarów, prof. Ewert dodał, że „teza o spowodowanym przez człowieka globalnym ociepleniu nabrała zupełnie nowego znaczenia - tak zawsze robią ludzie, gdy dane dostosowują do teorii o globalnym ociepleniu”. Dodam, że podobnie dzisiaj dane o Covid-19 dostosowane są do teorii pandemii.
Jak powszechnie wiadomo, główną przyczyną wzrostu temperatury na powierzchni ziemi są tak zwane gazy cieplarniane, w których największy udział ma naturalnie tworząca się para wodna i chmury, stanowiąca w zależności od regionu ziemi i pory roku 36-72 procent. Na świecie czynnych jest około 1500 wulkanów, które zazwyczaj nie wybuchają tak gwałtownie, jak Mt. St. Helens (USA) w 1980, Pinatubo (Filipiny) w 1990, Eyjafjallajökull (Islandia) w 2010. Z uwagi na wyrzucanie dużej ilości popiołów i ograniczenie dostępu promieni słonecznych, te wielkie erupcje powodują krótkookresowe obniżenie temperatur na ziemi. Natomiast czynne wulkany bez przerwy sączą do atmosfery wielkie ilości CO2.
Oto roczny bilans CO2 w skali globu, o łącznej wielkości 800 gigaton (miliardów ton) tych gazów wchodzących do atmosfery, w którym działalność człowieka ma swój relatywnie niewysoki udział - 29 gigaton, czyli 3.6% (źródło: Global carbon cycle. Numbers represent flux of carbon dioxide in gigatons (Source: Figure 7.3,
IPCC AR4).
Koniec komentarza.
Oto jest temat, który podnoszą w rozmowach "alarmiści klimatu":
Od końca XIX wieku średnia temperatura powierzchni planety wzrosła o około 1,62 stopnia Fahrenheita (0,9 stopnia Celsjusza), a zmiana ta została wywołana głównie wzrostem emisji dwutlenku węgla i innych antropogenicznych emisji do atmosfery. Większa część tego ocieplenia miała miejsce w ciągu ostatnich 35 lat, a pięć najcieplejszych lat miało miejsce począwszy od 2010 roku. Nie tylko rok 2016 był najcieplejszym rokiem w historii, ale osiem z 12 miesięcy, które składają się na ten rok – od stycznia do września, z wyjątkiem czerwca – było najcieplejszymi, odnotowanymi dla tych miesięcy w historii.
Temat dyskusji pochodzi z artykułu "Ilościowe określenie konsensusu w sprawie antropogenicznego globalnego ocieplenia w literaturze naukowej" (Quantifying the consensus on anthropogenic global warming in the scientific literature) autorstwa Johna Cooka i innych. Artykuł ten został okrzyknięty przez "alarmistów klimatu" niemal ich ewangelią i jest stałym przedmiotem w ich dyskusjach.
Wszyscy, zaangażowani w tych dyskusjach słyszeli więcej razy niżby chcieli, następującą argumentację: „Dziewięćdziesiąt siedem procent naukowców zgadza się: zmiana klimatu jest realna, spowodowana przez człowieka i niebezpieczna”.
Komentarz: Oto, jak nauczyciel - "alarmista klimatu", rozwiazywał kolejno problemy zmian w klimacie: "Globalne ochłodzenie", "Globalne ocieplenie", "Zmiana klimatu !!!", a ostatecznie: "Załamanie się klimatu. Dramatyczne zmiany w temperaturze i stanie atmosfery". Mały Jasio skwitował to krótko: "To się nazywa pogoda" (źródło:
auricmedia.net). Koniec komentarza.
Te fałszywe informacje wykorzystywane są, aby wymuszać na przywódcach krajów podpisywanie traktatów, które wykorzystują nieuczciwą naukę jako fakt. Używane są do zamykania firm i niszczenia społeczności. W niektórych przypadkach jest to pretekst do podniesienia podatków.
Ostatnia praca czołowego klimatologa, prof.
Davida Legatesa i jego współpracowników, opublikowana w szanowanym czasopiśmie "Science and Education", ujawnia, że Cook i in. nie zastanawiali się, czy naukowcy w swoich opublikowanych artykułach stwierdzili, że zmiana klimatu jest „niebezpieczna” (tego nie stwierdzili).
Konsensus, jaki rozważał Cooka, był standardową definicją: to człowiek spowodował największe ocieplenie po 1950 roku. Nawet przy tej słabszej definicji prawdziwy konsensus wśród opublikowanych prac naukowych wynosi obecnie tylko 0,3%, a nie dziewięćdziesiąt siedem procent.
„Jeśli to nauka, to nie konsensus; jeśli to konsensus, to nie jest nauka” - Michael Crichton (1942-2008), autor książki "
Państwo strachu" (State of Fear), która nawiązuje do tematyki zmian klimatu.
Artykuł Johna Cooka jest podręcznikowym przykładem
agnotologii - badania tego, w jaki sposób powstaje ignorancja - poprzez obieg dezinformacji, skalkulowanej aby wprowadzać w błąd. Kuglarstwo Cooka zaczyna się od stwierdzenia, że interesy związane z paliwami kopalnymi, tj. koncerny naftowe, podniosły wątpliwości co do konsensusu klimatycznego. W postmodernistycznych założeniach przyjmuje się, że prawda naukowa jest dostrzegalna poprzez pomiar konsensusu lub porozumienia między ekspertami i że istnieje prawie jednomyślne porozumienie. Według nich, tak zwane fakty mogą być rozumiane i interpretowane na różne sposoby, w zależności od założeń światopoglądowych naukowca.
Tylko w 41 z 11.944 opublikowanych artykułów klimatycznych, które Cook przeanalizował, wyraźnie stwierdzono, że to człowiek spowodował większość ocieplenia od 1950 roku. Cook wykluczył około 8000 artykułów ze swojej próbki na niedopuszczalnej podstawie, że nie wyrażały one opinii na temat konsensusu klimatycznego. 64 dokumenty wyraźnie popierały ten konsensus, ale 23 z 64 w rzeczywistości go nie poparły.
"Konsensus klimatyczny i „dezinformacja”: odpowiedź na „Agnotologia, konsensus naukowy oraz nauczanie i uczenie się o zmianach klimatu” (Climate Consensus and ‘Misinformation’: A Rejoinder to ‘Agnotology, Scientific Consensus, and the Teaching and Learning of Climate Change), autorstwa Davida R. Legatesa i in., zdecydowanie odrzuca sugestie Cooka i innych, którzy twierdzą, że niewielu naukowców wyraźnie popiera rzekomo jednomyślny konsensus klimatyczny, źle informuje i wprowadza w błąd opinię publiczną.
Komentarz: Oto w satyrze dylemat do rozwiązania, stojący dzisiaj przed pseudonauką, propagandowo zwaną naukowym konsensusem - "Jeżeli podzielimy 123 gendery przez supremację białego człowieka, to jak wielką zmianę klimatu otrzymamy?" (źródło:
The Real Truth Network).
Koniec komentarza.

David Legates uważa, że Cook nie mógł znaleźć pożądanych wyników. W rzeczywistości artykuł Cooka „dostarcza najbardziej klarownych, dostępnych dowodów statystycznych, że wśród naukowców nie ma prawie żadnego wyraźnego poparcia dla konsensusu”, innymi słowy, Cook dowiódł, że się myli.
Komentarze
Prześlij komentarz